Strona główna/Wydarzenia/Wspomnienia młodości w "Książce na weekend"

Wspomnienia młodości w "Książce na weekend"

24 Maja 2024

Każdy z nas najpierw ogląda książkę i czyta krótką recenzję na okładce. Mnie zachęciły tajemnicze oczy kota oraz pierwsze zdanie z okładki: „Nie pytaj. Bo się dopytasz”. To mnie zachęciło do przeczytania książki, która dziś polecam „Tydzień z życia Adeli” Agaty Suchockiej.

Jest to rzeczywiście tydzień z życia głównej bohaterki Adeli, którą poznajemy, kiedy siedzi w kawiarni i wspomina swoją młodość. Wydaje się, że w siódmej dekadzie życia już nie spotka jej nic ciekawego, jednak akcja książki zaskakuje.

Życie Adeli nie było łatwe, nie takie jak sobie wymarzyła, ale cóż o życiu może wiedzieć młoda dziewczyna? Teraz mogła sobie pozwolić na więcej, dzięki pokaźnemu spadkowi. Ale właściwie czy chciała coś więcej? Kiedy na swojej, utartej schematami drodze, prozie dnia, spotyka młodego człowieka, cały jej świat nagle wywraca się do góry nogami. Dodatkowo jej sąsiad,  chyba ją obserwuje, a może tylko jej się tak wydaje? Czy to może zmienić jej dotychczasowe spokojne a nawet nudne życie? Dodam tylko, że sąsiadem jest przystojny, znany pisarz kryminałów, ale Adela nie czytuje kryminałów.

Okładka książki

Jak zwykle cytat dla uwagi:

...”Warkocz już dawno zniknął, zastąpiony krótką fryzurą. Zniknęła też filigranowa blondynka, która została pożarta przez tego ospałego harpuna, jakim Adela się stała. Elegancja elegancją, zasady ubioru czy makijażu dla kobiet dojrzałych zdołała sobie przyswoić, jednak nadprogramowych „gratisów”, których przecież wcale nie lubiła dźwigać, nie umiała się pozbyć. Chciała, bardzo chciała, ale wrosły w nią tak dogłębnie i trzymały się tak uparcie, że po kilku dietach, podczas których chodziła wściekła z głodu, dała sobie spokój.

Wiele lat temu, niedługo po rozwodzie, przestało jej zależeć na wyglądzie, przestało jej się chcieć. Łaziła po mieście odziana w workowate kiecki przypominające szaty pokutne, bez grama makijażu na pooranej przez życie twarzy. A przecież wtedy nie była jeszcze stara. Ani taka pomarszczona. A jednak czuła się jak spróchniałe truchło swojej dawnej świetności.

Tamte dni były jednakże przeszłością, o której starała się zapomnieć, a przynajmniej udawała przed sobą, że zapomniała. Owinęła kokonem zdrowych nawyków tamtą wymemłaną przez życie pijaczkę i wyłoniła się z niej jak motyl. No może nie motyl, raczej przyciężka ćma, ale to było i tak lepsze niż bycie tłustą gąsienicą. Zapragnęła znowu się podobać, nieważne komu. Komukolwiek. Regularnie strzygła włosy i farbowała je na kasztanowo z jaśniejszymi pasemkami (co miesiąc karnie stawiała się na odświeżanie odrostów).

Choć czuła przed tym jakiś irracjonalny strach, na początku lata pozwoliła sobie zrobić manicure hybrydowe. Z niepokojem patrzyła na zabiegi kosmetyczki, wspominając z rozrzewnieniem tusz do rzęs, w który się pluło, i kupowane w pewexie cienie do powiek, pomadki z Polleny, wszystkie pachnące tak samo i osiadające na zębach. Kobiety dyskretnie wylizywały uzębienie pod zaciśniętymi wargami, żeby nie pokazać w uśmiechu nakrapianych na czerwono kłów...”   

Wydanie z dużym drukiem, okazało się wielkim plusem.   

Poleca Ewa z Biblioteki Pod Pegazem.

do góry